szukaj

"Becoming"- pytania o płeć


 „Becoming” – o pracy nad wystawą opowiadają laureaci Grand Prix 38. Biennale Malarstwa „Bielska Jesień 2007” - Lidia Krawczyk i Wojtek Kubiak

 

 

-         Jak wyglądała wasza droga twórcza od wystawy „Gendergueer” do projektu „Becoming”? Zmieniło się coś w waszych poszukiwaniach tematycznych?

 

Lidia Krawczyk: Wystawa Becoming pokazywana w Galerii Bielskiej BWA jest zamknięciem naszej pracy nad cyklem Genderqueer. To swoiste podsumowanie naszych poszukiwań w przestrzeni płci i seksualności, które rozpoczęliśmy w 2006 roku. Zmieniło się na pewno nasze podejście do znaczenia dekonstrukcji w kulturze oraz do wartości samego wizerunku. Wcześniej nie przypuszczaliśmy, że sami możemy mieć jakąkolwiek siłę sprawczą. To znaczy, nie za bardzo wiedzieliśmy, jak wiele może od nas zależeć, jak wiele spraw jest przez nas uzasadnianych. Naszym zdaniem, wszystko staje się wyłącznie indywidualnym punktem widzenia, naszą opinią nie mającą nic wspólnego z „prawdą” czy z uniwersalistycznymi imperatywami. Staliśmy się zatem bardziej refleksyjny, a mniej kategoryczni i przewrażliwieni. Wystawa Becoming jest więc taką symulacją spektaklu, w którym główną rolę posiada płeć i seksualność, a narracja dotyczy ludzi „stających się płcią”. To zatem swobodna gra w coś, co możemy nazwać szczególnym powstawaniem człowieka. Oczywiście, kryje się w tym potencjał krytyczny, lecz mamy nadzieję, że nie narzuca się on jako jedyna forma interpretacji tego projektu.    

 

-          Czy ma dla was znaczenie zazębiania się działań artystycznych z problematyką społeczną?

 

Lidia Krawczyk: Ma to dla nas znaczenie o tyle, o ile posługujemy się w swojej sztuce problemami istniejącymi w kulturze, pewnymi newralgicznymi punktami mającymi miejsce w społeczeństwie. Natomiast nie wydaje mi się, żebyśmy byli artystami społecznymi. Tacy powinni się bardziej udzielać, być obecnymi w przestrzeni publicznej, podejmować konkretne inicjatywy. To tacy społecznicy, którzy mają bardzo szczytne idee i są przy tym niezwykle silni i konsekwentni w podejmowaniu decyzji, wpływających na rzeczywistość – nawet w tym lokalnym wymiarze. My z kolei jesteśmy chyba bardziej schowani, zamknięci, refleksyjni. Z dala obserwujemy to, co się dzieje za naszymi oknami. Rzeczywistość staje się dla nas trudna do ogarnięcia – i to przede wszystkim chcemy pokazać. Na razie nie mamy takiej siły i desperacji, aby móc zmierzyć się z otwartą walką o prawa.  

 

Wojtek Kubiak: Jednak z drugiej strony można powiedzieć, że trochę tak, trochę jesteśmy takimi społecznikami. Angażujemy się bowiem w różne działania społeczne.

 

-         Jakie to są działania?

 

W.K.: Bierzemy udział w organizowanych w Krakowie festiwalach „Kultura dla tolerancji”, w corocznych uroczystościach manifowych, czy w akcjach realizowanych przez gueerową galerię UFA w Warszawie.

 

L.K.: Można powiedzieć, że to jest taka nasza specyficzna działalność społeczna. Jednak wydaje mi się, że chociażby ze względu na miejsca, w których pokazujemy projekty – raczej w galeriach i instytucjach, a nie w otwartej przestrzeni publicznej, trudno mówić o zaangażowaniu społecznym, ponieważ samo miejsce generuje znaczenia. Pokazywanie tych prac w galeriach ma inny kontekst, ta sztuka jest dużo bardziej ugładzona, zamknięta w white cube, patronowana przez daną instytucję.

 

-         A samo podjęcie tematu tożsamości kulturowej, płciowej?

 

L.K.: Pod tym względem tak. Jednak z tą różnicą, że nie jest to obecnie taki problem społeczny, jakbyśmy sami chcieli go widzieć. Debaty odbywają się raczej w zamkniętym kręgu specjalistów i specjalistek, bądź problem ten jest marginalizowany do poziomu naturalnej aberracji, czegoś nietypowego, jako ciekawostka, osobliwość, niemalże godna brukowca. Oczywiście trochę tutaj przesadzam, ale jednak na co dzień nie czuć społecznego zaangażowania w problemy mniejszości, takiego wielkiego zbiorowego ruchu na rzecz równouprawnienia. Codzienność jest niestety bardziej okrutna. Dla mnie sztuka, która omawia sytuację społeczno-kulturową jest niezwykle ważna i istotna, jednak ona nie zawsze „wychodzi” do ludzi, zatem nie zawsze jest dla nich zrozumiała. Według mnie może być schowana, cicha, elitarna. Zauważmy, że wobec naszych prac nie ma żadnych protestów. Wydaje się, że są to prace burzące konkretne podziały i schematy kulturowe. Jednak odbywa się to na poziomie na tyle przetworzonym, to znaczy przez nas już zinterpretowanym, ubranym w płaszcz sztuki, że trudno tutaj powiedzieć o szoku, rewolucji, obrażaniu jakichkolwiek uczuć. W tym – w mojej opinii – znajduje się duża wartość – czyli umiejętność przekazania takiego komunikatu, z którym trudno się nie zgodzić, a który w konsekwencji podważa nasze dotychczasowe przekonania.  

 

W.K: Co więcej, te prace zostały nagrodzone chociażby Grand Prix na Bielskiej Jesieni...

 

L.K.: Tak, to prawda. Byliśmy bardzo zdziwieni tą nagrodą, bo myśleliśmy, że minister będzie przeciwny nagrodzeniu prac o takiej tematyce. Przypuszczaliśmy, że nie podpisze zgody!

 

-         Nie chcecie iść drogą prowokacji?

 

L.K.: Nie. Właśnie nie. Wydaje mi się, że prowokacja jest wyłącznie taką czystą formą, za którą kryje się bardzo płytki przekaz. Może rzeczywiście upraszczam, trudno bowiem założyć w momencie tworzenia pracy, czy rzeczywiście wywoła ona szok czy nie. Jednak można to w pewnym, nieznacznym stopniu przewidzieć. Dla mnie praca Nieznalskiej, która wywołała tak duży skandal, nie miała na celu prowokacji. To bardzo ciekawa i głęboka realizacja, która spotkała się z wyjątkowo niesprawiedliwą reakcją. Zakładam, że ta artystka także nie chciała iść drogą prowokacji, tylko jej się to „zdarzyło”. Inna sytuacja jest na przykład z Peterem Fussem, który otwarcie mówi o społecznej prowokacji. To jest estetyka, którą chcemy na razie omijać. Jednak nigdy nic nie wiadomo…

 

W.K.: Tak, prowokacja posiada bardzo płytką i powierzchowną formę. My chcemy, aby w naszych projektach było kilka warstw interpretacyjnych, żeby odbiorca sam dochodził do ich kolejnych odsłon.

 

L.K.: Żeby mógł zaistnieć dialog, komunikacja…

 

W.K.: Żeby to był pewnego rodzaju rebus, refleksja, zagadka, a nie prosty, jednoznaczny komunikat…

 

L.K.: Aby to był wysiłek dla odbiorcy, a nie proste nakazanie mu tego, co ma myśleć.

 

-         A co jest dla was najważniejsze w treściach związanych z tożsamością, płcią, seksualnością człowieka, tematyką, którą chcecie zawrzeć w pracach?

 

L.K.: Najbardziej nas chyba fascynuje temat dekonstrukcji, oswojenia z innością. Ta możliwość podważenia jednych z najbardziej oczywistych „prawd”. Podważenia tej codziennej praktyki.

 

-         Pracujecie na podstawie własnych doświadczeń, intuicji, czy sięgacie też do źródeł związanych z tą tematyką?

 

L.K.: Pracujemy w dwójkę, co pozwala nam zbalansować różne perspektywy. Rzeczywiście jest i teoria i intuicja. Część inspiracji czerpiemy ze źródeł teoretycznych, książek związanych z naszymi zainteresowaniami genderowymi, ale także z osobistych doświadczeń.

 

W.K.: Prowadzimy też dialog z historią sztuki, na przykład z samym malarstwem, z tym w jaki sposób jest konstruowany wizerunek, portret, czy w jaki sposób czytamy obrazy.

 

-         Interdyscyplinarność i różnorodność wykorzystywanych środków  ma dla was znaczenia w realizacji tematu?

 

L.K.: Innymi słowy: czy medium jest przekazem? Tak. Na początku działamy intuicyjnie. Wiemy, że będzie to obraz, bądź, że będzie to fotografia, wideo, czy rzeźba. Jednak dopiero kiedy mamy już zamkniętą wystawę, kiedy wszystkie prace wiszą w przestrzeni galerii, wtedy dopiero wiemy, dlaczego podjęliśmy taką, a nie inną decyzję co do wykorzystania danego medium. Na początku zwykle kierujemy się intuicją.

 

-         Pracujecie z modelami? To są ludzie związani ideologicznie z tematem?

 

W.K: Różnie. Są i ludzie, którzy rzeczywiście są związani ideologicznie, są ludzie po operacjach zmiany płci, ale też osoby całkiem przypadkowe, zaczepione przez nas na ulicy, w księgarni, w kawiarni, które są zapraszane lub modele, modelki, z którymi pracujemy na co dzień.

 

-         Spotykacie się bezpośrednio z ludźmi związanymi z problemem transwestytyzmu itd.?

 

L.K.: Tak. Podczas pracy nad tym projektem pojawiały się kobiety przemienione w mężczyzn, mężczyźni w kobiety, bądź ci w trakcie operacji, przed operacją, czy po operacji. Mieliśmy kontakt z naprawdę różnymi ludźmi. Z transseksualistami, transwestytami, drag queen itd. W ogóle sfera tożsamości jest bardzo trudna i skomplikowana. Łatwo mówić o tych  zmianach, o przebieraniu się. Jednak w momencie kiedy siada się na stołku u nas w pracowni, ubiera się atrybuty płci przeciwnej, a przed tobą jest aparat, to rzeczywiście jest potężne wrażenie i skrępowanie, czasem także nierzadko zażenowanie.

 

W.K.: Pracowaliśmy też z aktorami, z obcokrajowcami, na przykład ludźmi z Libanu…

 

L.K.: Dowiedzieliśmy się na przykład, że w języku libańskim nie ma w ogóle odpowiednika słowa transwestyta.

 

W.K.: W tekstach katalogu są zamieszczone autentyczne wypowiedzi osób, które brały udział w tym projekcie. Te osoby były w pewnej części współtwórcami tego projektu.

 

-         Sztuka też zmierza do odchodzenia od autoprezentacji autora na rzecz autentyczności wypowiedzi...

 

L.K.: Niestety to się nieczęsto zdarza. Artyści tak naprawdę rzadko pracują z ludźmi. Wolą mówić o sobie, o swoim ego, niż skupić się na innych. Szczerze mówiąc wcale się temu nie dziwimy, jest to bowiem bardzo trudna i mozolna praca, zagrożona uproszczeniami i wykluczeniem.

 

-         Przy takim temacie, ja sobie na przykład nie wyobrażam pracy bez ludzi.

 

L.K.: To prawda. Byłby to projekt zupełnie o czymś innym.

 

W.K.: My jesteśmy strasznymi dzikusami, rzadko się spotykamy ze znajomymi, nie zapraszamy ich do nas, jesteśmy raczej samotnikami. Ale w momencie  pracy nad projektem - to wtedy zawsze pracujemy z ludźmi. Bardzo ich szanujemy za to, że mają ochotę, aby podzielić się z nami swoim doświadczeniem, swoimi problemami, bólem. Nie zdarzyło się jeszcze nigdy, żebyśmy zrobili jakikolwiek projekt bez udziału innych ludzi. Jest to dla nas zawsze bardzo dużym przeżyciem i bardzo dużym stresem. Jednak mamy nadzieję, że efekty zawsze są zadowalające.

 

- Dziękuję za rozmowę

opracowanie: Dagmara Stanosz

 - - - - - - - - - - - - -

Weź udział w super konkursach BB365. Do wygrania bilety na koncerty, wejściówki na imprezy, rabaty i wiele czadowych niespodzianek. Zapoznaj się z konkursami na ten tydzień >>

Jeszcze nie korzystasz z przywilejów jakie przygotowaliśmy dla zapisanych do strefy VIP? To nie tylko konkursy i nagrody. Zobacz dlaczego warto i dopisz się do grona VIP-ów BB365.  Skorzystaj z bezpośredniego linku: Tylko_Dla_VIP


Podziel się:
Drukuj strone
facebook wykop dodaj na grono ustaw opis gg poinformuj przyjaciół na blip.pl
zapisz się

Kalendarz koncertów, imprez i wydarzeń.

poprzedni miesiąc Luty 2012 następny miesiąc
Pn Wt Śr Cz Pt Sb Nd
12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
272829
Znajdziesz nas na
FacebookYouTubeGoldenLineNaszaKlasa



Copyright 2007-2010 e-Inkubator