Z perspektywy osoby urodzonej zbyt późno, żeby pamiętać rzeczywistość czasu przełomu i upadku komunizmu w Polsce, sztuka „Tak wiele przeszliśmy, tak wiele przed nami” w reżyserii Piotra Ratajczaka, jest fenomenem. Przede wszystkim po zajęciu miejsca na widowni widz czuje się, jakby cofnął się w czasie. Być może za sprawą atmosfery i spokojnej, wyciszającej zbieraninie opowieści bohaterów o ich przeżyciach z tamtych czasów, które jakby hipnotyzują i powoli przenoszą w przeszłość. Dla starszych ludzi to podróż sentymentalna, żywa fotografia, a dla młodszych osób wciągająca wycieczka do historii bardzo bliskiej, a jednocześnie zupełnie odmiennej i niewiarygodnej rzeczywistości.
Atutem sztuki jest jej czytelność, co dla mnie było ogromnie ważne. Nie znając czasów PRL-u nie odnalazłam w spektaklu żadnych niejasności, nie było treści niezrozumiałych. Ówczesna młodzież okazała się prawdziwa, podobna do dzisiejszej. Te same dziecięce zachowania, problemy w podstawówce, dyskoteki w szkole, pierwsze miłości, mentalność. „Tak wiele przeszliśmy..” koloruje czasy PRL-u. W świadomości młodych ludzi, tamten okres jest czarno-białym filmem, a dzięki sztuce widać, że były to czasy tak samo realne jak współczesność.

Wielką zaletą sztuki jest jej naturalizm, który zawdzięcza m.in. formie powstania oraz zaangażowaniu aktorów-amatorów. Oglądając sztukę z profesjonalnymi aktorami traktujemy ich występ na scenie zupełnie naturalnie. Natomiast, gdy na scenie pojawia się osoba, którą znamy osobiście bądź z sąsiedztwa, spektakl jeszcze bardziej ciekawi, staje się bardziej realny – jakby zaglądnąć w czyjąś prawdziwą przeszłość. Wiarygodność spektaklu zwiększa również fakt, że tekst sztuki po części powstawał na próbach - aktorzy opowiadali swoje historie, które autor sztuki – Artur Pałyga spisywał na gorąco. To przemieszanie autentyzmu i teatralności jest intrygujące, widz co chwilę zastanawia się czy wypowiedziana kwestia jest prawdziwa i czy dana sytuacja wydarzyła się naprawdę. Realizmu dodają ponadto przezwiska bohaterów pochodzące od nazwisk Drabina – Tomasz Drabek, Pisuar – Tomasz Pisarek.
Wielkie uznanie należy się reżyserowi za zachowanie równowagi między zabawnym podejściem do tamtych czasów – możemy pośmiać się z doświadczeń bohaterów, ale tak jak w prawdziwym życiu, pojawiają się też przykre sytuacje, związane zwłaszcza z obowiązującym ustrojem. Natomiast pointa przełamuje jakąkolwiek negatywną ocenę PRL-owskiej rzeczywistości, tylko od widza zależy „werdykt”. Ocena ta zapewne będzie uzależniona od odpowiedzi, jaką widz udzieli sobie na pytania: co pamięta z tamtych lat, jak je wspomina, co przeżył.
Sztuka wpisuje się w panującą obecnie „modę” na opowieści z czasów PRL-u, a jednak w zupełnie odmienny sposób niż np. „Rewers”, „Dom zły” i „Mniejsze zło”opowiada o tamtych czasach. Szczerze polecam „Tak wiele przeszliśmy, tak wiele przed nami”, jako świetną rozrywkę, a jednocześnie głębokie wewnętrzne przeżycie, które sztuka niewątpliwie wywoła u każdego widza.
Opracowanie: Agata Gajewska
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Chcesz na bieżąco znać kalendarz imprez i wydarzeń kulturalnych z powiatów: Bielsko-Biała, Pszczyna, Żywiec, Cieszyn?
Dopisz się do czwartkowego newslettera: Czwartkowy newsletter BB365 >>