Sztuka wyreżyserowana przez François Lazaro w niebanalny sposób ukazuje problem przemijania i traktowania śmierci jako czegoś, co nas bezpośrednio nie dotyczy. Obraz Króla, w którego rolę wcielił się Ryszard Sypniewski, pozorność jego absolutu, została przedstawiona w formie gigantycznej lalki o zniekształconej twarzy. Wyłanianie się postaci spod płachty materiału leżącej na scenie, sprawia wrażenie, jakby każdy z bohaterów powstawał z wnętrza ziemi. Skromna, niewielka scena Banialuki idealnie współgra z tematyką sztuki, sprzyjając budowie mrocznego klimatu.
Na scenie widzimy reakcję człowieka, który dowiaduje się, że niedługo umrze. Groteskowe są słowa skierowane do króla: - Za półtorej godziny, kiedy skończy się to przedstawienie, umrzesz. Przez cały czas trwania spektaklu Król staje się na przemian żałosny, tragiczny bądź śmieszny w swoim sprzeciwie wobec śmierci. Bohaterowi w ostatnich chwilach życia towarzyszy tylko kilka osób. Szczególne zainteresowanie mogą wzbudzać dwie królowe. Ukochana, młoda Maria (w tej roli Małgorzata Bulska) próbuje za wszelką cenę utrzymać władcę przy życiu. Jej odzwierciedleniem jest lalka, jako jedyna niemalże naga i nie posiadająca rąk, będąca jakby uosobieniem cielesności i bezsilności zarazem, na co wskazuje również jej zachowanie. Druga kobieta, starsza od niej, Małgorzata (Lucyna Sypniewska) zarzuca królowi, ze był zbyt zajęty okrucieństwem i władzą, by przygotować się na własną śmierć.
Mniej sympatyczna wydaje się Małgorzata, lecz to jednak właśnie ona jako jedyna postać dramatu pozostaje przy królu do końca. Pierwsza i druga żona Króla – dwie kobiety a może jedna, w naturze której leży poddańcza miłość, realistyczne podejście do życia, pogarda i bezwzględność zarazem? Widzowie, razem z poddanymi zostają zmuszeni do oczekiwania na śmierć Króla. W jednej ze scen aktor grający Króla wychodzi poza ogromną postać lalki i ze zdumieniem przygląda się własnej śmierci. Następuje zderzenie dwóch osobowości: marionetki – monstrum, a więc osobowości wielkiego władcy i tego, który nią manipuluje - kruchego śmiertelnika, który jest tylko człowiekiem podlegającym prawom natury. Dzięki temu wyraźnie przedstawiony został schyłek Władcy i jednocześnie schyłek Człowieka. Ogrom atrybutów władcy przegrywa z ludzką śmiertelnością. Możemy zobaczyć jak sam Król jest przerażony obrazem władzy, jak ubolewa bardziej nad jej upadkiem niż nad własną śmiercią. Utrata ta nie jest tylko i wyłącznie utratą władzy nad państwem, ale również nad samym sobą, nad własnym ciałem. Władza, o której mowa jest tylko iluzją, daje złudne poczucie nietykalności i wieczności, lecz tak naprawdę nie stawia władcy poza czasem. W pewnym momencie sztuki, pozostałe lalki wchodzą do wnętrza ogromnego monstrum, jakby były jego częścią. Wszystkie postaci są bardzo związane z władzą, jeśli ona umrze to i one umrą. Może nie same jednostki, ale umrze to, co one reprezentowały.
Traktat o człowieku, który upada i nie wie jak się z tym uporać, ponadczasowy problem władzy, samotność w obliczu ostateczności, egoizm śmierci to nie jedyne tematy, które zostały poruszone w spektaklu. Tak często odstawiamy ludzi w kąt, jak zwykłą lalkę, zmieniamy otoczenie, aby uciec przed nudą, aby zapomnieć (wymiana królowej na nową), lekceważymy czyjeś poświęcenie, oddanie (pokojówka Julia), kiedy zdobywamy nad kimś przewagę, próbujemy to wykorzystać (lekarz Lazaro), łudzimy się, że możemy na kogoś liczyć, do czasu gdy szacunek i lojalność znikają (Strażnik), tak trudno jest się pogodzić z naturalną koleją rzeczy (Król). Treści spektaklu są bez wątpienia bardzo uniwersalne.
Scenografia autorstwa Joanny Braun utrzymana została w kolorystyce typowej dla pogrzebu. Jej uzupełnieniem były ostre makijaże aktorów oraz skórzane kostiumy. Nie sposób nie wspomnieć o sugestywnej, energicznej muzyce, skomponowanej przez Krzysztofa Maciejowskiego, która według mnie była doskonale dobrana i tworzyła niesamowity nastrój. Nawet, jeżeli podczas oglądania spektaklu zdarzały się momenty znużenia to z całą pewnością grzmoty i inne zabiegi sceniczne nie pozwalały na jakikolwiek brak zainteresowania. Widz nieustannie odnosił wrażenie, że te proste, subtelne lalki nie tylko znakomicie odzwierciedlają aktorów, ale odgrywają jakby główne role w przedstawieniu. Aktorzy nadali im żywe formy, przy czym znaleźli się w cieniu lalkowych postaci. Pomimo faktu, iż żaden z aktorów nie wywarł na mnie większego wrażenia, spektakl, ze względu na pomysłowość i oryginalność odebrałam bardzo pozytywnie. Ambitny widz po opuszczeniu teatru, będzie doszukiwał się jakiegoś przesłania. Francuski reżyser, zapytany o wymowę sztuki odpowiedział, że tendencję do podporządkowania sobie świata ukazaną w spektaklu nie nazwałby przesłaniem, lecz teatralną hipotezą, jedną z pośród wielu możliwych. Zadawanie sobie pytań typu: Czy wszystko właściwie zrozumiałem, nie miałoby najmniejszego sensu. Jak twierdzi sam reżyser – przedstawienie nie jest tworzone by być w pełni zrozumiałym, jest po to, żeby wprowadzić konflikt, poruszyć nasze sumienia, zmusić do refleksji. Myślę, że współcześnie sztuka ta może być odbierana w sposób bardzo mocny, gwałtowny i dosadny. Człowiek wyrwany z wiru życia codziennego, przeżywa coś w rodzaju zwolnienia i wreszcie zatrzymania akcji. Wychodzi poza swoje życie, tak jak robi to Król. Spogląda na nie i zadaje sobie pytanie o cel istnienia. Spektakl ten utwierdza nas w przekonaniu, że pytanie o śmierć zawsze będzie również pytaniem o życie. Z całą pewnością przedstawienie to uczy skromności wobec natury i jest dla ludzi, którzy nie boją się pozostać sam na sam z pytaniami dotyczącymi sensu egzystencji człowieka.
Aneta Kupczak
- - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Chcesz na bieżąco znać kalendarz imprez i wydarzeń kulturalnych z powiatów: Bielsko-Biała, Pszczyna, Żywiec, Cieszyn?
Dopisz się do czwartkowego newslettera: Co ciekawego na ten tydzień?