szukaj
Łukasz Sparzyński

Mistrz nożyczek zostaje w Bielsku…


Całkiem niedawno wybraliśmy się do pewnego salonu fryzjerskiego o dosyć intrygującej nazwie „Stylista”, dającej nam troszkę do myślenia. Zobaczcie sami...

 

BB365: Jak wygląda Twoja praca?

 

Łukasz Sparzyński: Pracuję jako fryzjer-stylista czesząc modelki do różnych katalogów - są to np. katalogi ze strojami kąpielowymi. Wiąże się to z podróżami do licznych krajów świata, bo sesja odbywa się zazwyczaj na jakiejś egzotycznej wyspie, aby tło było dobrze dopasowane. Oprócz tego, robimy pokazy takiej jakby własnej treści, przygotowywałem kilka takich pokazów w Bielsku - przeważnie robimy to kilka razy w roku, żeby się przypomnieć. Bielsko jest małym miastem, więc kto Cię ma znać to Cię już zna, dlatego robimy to dla własnej frajdy. Moja praca wygląda tak jak mówię: pracuję na sesjach zdjęciowych, tworzymy własne pokazy, pracuję jako fryzjer w studiu, zajmuję się też doradztwem… na przykład dzisiaj mamy imprezę, gdzie będzie 30 pań, którym będziemy musieli doradzić jak w najszybszy i najprostszy sposób, sprawić, żeby mogły siebie w jakiś fajny sposób zmienić. Myślę, że to w tej branży jest jedną z najtrudniejszych rzeczy; bo z tego co się słyszy, to idąc do fryzjera, siada się na fotelu i fryzjer pyta klientów jak ściąć... A my chcemy coś od siebie dać, żeby klientka mogła poczuć, że ona tutaj przychodzi po coś, co my jej możemy zaoferować.  

 


BB365: Dlaczego swój salon umieściłeś akurat w Bielsku? Czy jesteś jakoś związany z tym miastem?

 

Łukasz Sparzyński: W Bielsku wykształciłem się jako fryzjer, ja stąd jestem, tutaj miałem praktykę, skończyłem szkołę fryzjerską, gdzie odbywała się trzyletnia praktyka i po trzech latach zacząłem pracować. Pracowałem równe 10 lat w jednym miejscu, po czym stwierdziłem, że chce iść swoją drogą i pracować już na siebie. 

 
 
 BB365: Jak to się stało, że zaistniałeś, zacząłeś się pokazywać na konkursach, imprezach itp.?
 

Łukasz Sparzyński: Tak szczerze to połapałem fajne kontakty.  Współpracuję z jedną firmą, która też jest z Bielska. Oni właśnie robią katalogi (także dla zagranicznych firm), sesje zdjęciowe i różne takie rzeczy. Pracuję tylko z tą firmą, nazywa się Antolos, są tam naprawdę fajni, kreatywni, młodzi ludzie. Niektórzy nie wiedzą, że Bielsku jest taka firma, w której chłopak robi takie zdjęcia, że w Warszawie nawet bardzo dobry fotograf, przy niektórych jego zdjęciach może się schować... Także – to jest ta jedna firma. Poza tym to podczas pracy w tamtym salonie, jeśli tylko miałem szanse i dostałem propozycje to jak najbardziej chciałem się gdzieś tam „wgryźć”.  

 


BB365: To, co tworzysz z włosów można nazwać sztuką… Czy czujesz się artystą?

 
 

Łukasz Sparzyński: Myślę, że w dużym stopniu tak. Powiem tak: ja przeważnie obcinam włosy na sucho, co niektóre osoby dziwi, dlatego że kto przychodzi do fryzjera jest cięty na mokro, wysuszone, wymodelowane włosy i papa (śmiech...) Wracasz do domu, myjesz włosy i na drugi dzień może być niespodzianka. Dla mnie ścięcie włosów na mokro (bo czasami musisz zrobić pewną konstrukcję fryzury) to jest praca techniczna, można powiedzieć, że jakiegoś rzemieślnika: to trzeba zrobić tak, obciąć tak, bo taka jest technika, ale po wysuszeniu włosów to już ty tworzysz fryzurę: widzisz gdzie tych włosów jest za dużo, gdzie byś przycięła, jak ściąć przód. A co jest najważniejszą rzeczą: jeśli mam dobrze ścięte włosy na sucho to mam pewność, że one w 90%  klientce ułożą się tak samo. Jak ona sobie je umyje, wysuszy i się jej tak samo ułożą to wiem, że ta klientka wróci. Czyli trzeba tutaj główką artysty też poruszać, bo wiadomo cięcie schematyczne, jedną techniką prowadzi do jednolitej formy. Ja, jak zaczynam cięcie, to od razu dotykam i sprawdzam kształty głowy, bo wiem, że są różne kształty i nie możesz (zwłaszcza u mężczyzny) wyciąć gdzieś za krótko, bo później z profilu wygląda to śmiesznie. Dlatego trzeba tutaj bardzo dużo myśleć. 


BB365:  Jakie jest Twoje największe marzenie jako stylisty?

 
 

Łukasz Sparzyński:  Hmm….zawsze mi się marzyło, żeby być wielkim i sławnym, ale już nie chcę tak szczerze – po tym jak zobaczysz taki światek to po prostu wolisz być sobie tutaj, być w jakimś stopniu sławnym, ale nie do przesady, bo to dużo moich znajomych już zgubiło. Chciałbym mieć większy salon! Ale nie za duży, może nawet kilka takich salonów porozrzucanych – takie biznesowe marzenie  (śmiech...) 

 


BB365: Co przynosi Ci najwięcej satysfakcji?

 

Łukasz Sparzyński: Bardzo kreatywną i fajną pracą jest właśnie wyrwanie się stąd, gdzie przypuśćmy przyjmuj się 10 pań dziennie. Jestem pewien, że gdybym nie miał od tego żadnego oderwania mógłbym po roku wpaść w totalną rutynę. Dlatego lubię czesać na przykład do sesji zdjęciowej, bo tam mam wolną rękę: tam nawet się nie pytam modelki czy ma taką ochotę czy nie, tylko ustalam wszystko z fotografem, stylistką lub już producent narzuca jakie ma wizje; i sobie we własny, kreatywny sposób czeszę. Bardzo lubię też obcinać, bo wtedy też się tworzy, najmniej zaś lubię nakładać kolor – to jest taka jedyna moja słabość. 

 

BB365: Jak wygląda Twoje życie po pracy? Masz jakieś hobby?

 

Łukasz Sparzyński: Poza pracą, moim największym zainteresowaniem jest muzyka. Lubię muzykę klubową, czasem troszkę się w to zagłębiam, coś tam trochę pogram. Ale to jest tylko dla mnie. 

 


BB365: Niedawno Polak został mistrzem świata we fryzjerstwie. Jakie jest Twoje zdanie o polskim fryzjerstwie?

 

Łukasz Sparzyński: Polacy są bardzo dobrymi fryzjerami. Końcem lat 90-tych, ja wtedy zaczynałem praktykę (to był chyba 1997 rok), nastąpił pewien przełom we fryzjerstwie. Dam tu przykład: szefowie przywozili z Niemiec specjalne folie do balejażu, które w Niemczech na porządku dziennym były jednorazowe, a w naszym kraju się je myło. W Polsce czegoś takiego nie było, i jak ty to miałeś to my jako uczniowie musieliśmy myć te folie i suszyć! W Niemczech jakby ktoś to usłyszał, to by nas wyśmiał. Wtedy zaczął się przełom, zaczęło się coś dziać. Kiedy wyjeżdżało się na szkolenie i przyjeżdżał jakiś zagraniczny nauczyciel to traktował Polaków jak totalnych prostaków. A na dzień dzisiejszy Polacy mają bardzo pozytywne opinie, wyjeżdżając do Anglii czy Irlandii cieszą się dużym wzięciem. To samo jest w Stanach (miałem kiedyś propozycję pracy tam), gdzie można jako fryzjer bardzo szybko dorobić się wielkich pieniędzy, bo jest takie zapotrzebowanie na fryzjerów.

 

Uważam, że Polacy są bardzo dobrymi fachowcami i wiedzą więcej niż można się dowiedzieć na nie jednym zagranicznym szkoleniu. Miałem okazję się osobiście o tym przekonać.

 


BB365:  Czy masz jakiś uczniów? Przekazujesz swoją wiedzę i umiejętności młodszym pokoleniom?

 

Łukasz Sparzyński: Tak, otworzyłem swój salon jakieś niecałe pół roku temu. Miałem tutaj już trzech stażystów, niebawem będzie następna dziewczyna. Oprócz tego, tam gdzie pracowałem wcześniej, też szkoliłem osoby, które teraz pracują. Także myślę, że jakąś tam wiedzę dobrze im sprzedałem. To zależy wszystko od ciebie, jeśli cię to pociąga to do czegoś dojdziesz. 

 


BB365:   Nazwa Twojego salonu jest dość nietypowa…

 

Łukasz Sparzyński: Tak, nie chciałem się nazywać na przykład „Salon u Łukasza” czy jakoś tak. Dużo osób myli nas; myśli, że zajmujemy się jeszcze jakimś ubiorem lub stylistyką wnętrz, bo samo słowo nie do końca określa co to jest, dzięki temu mamy „otwarte drzwi”, możemy się jeszcze rozszerzyć. My współpracujemy z osobami zajmującymi się ubiorem, makijażem, z pewnym salonem SPA, dlatego jeśli klientki proszą o poradę, wtedy my kierujemy gdzie trzeba. 
 

 


Dziękuję za rozmowę.

 

 

 

 

 

 

Wywiad przeprowadziła: Katarzyna Cinal

 

Foto: pochodzą ze strony Łukasza Sparzyńskiego


Podziel się:
Drukuj strone
facebook wykop dodaj na grono ustaw opis gg poinformuj przyjaciół na blip.pl
zapisz się

Kalendarz koncertów, imprez i wydarzeń.

poprzedni miesiąc Maj 2012 następny miesiąc
Pn Wt Śr Cz Pt Sb Nd
123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031
Znajdziesz nas na
FacebookYouTubeGoldenLineNaszaKlasa



Copyright 2007-2010 e-Inkubator