W tej odsłonie Podcieni Mody zabierzemy Was do sklepiku, którego nie dawno odkryłyśmy w Bielsku- Białej. Mieści się on w jednej z kamienic naszego miasta, dokładnie niedaleko parkingu CH Klimczok. Jest to miejsce, w którym możecie znaleźć coś dla duszy, dla ciała oraz dla domu. Są to zdecydowanie unikalne rzeczy, bogate w kolory, „bijące” swą oryginalnością. Kiedy pewnego popołudnia poszłyśmy zrobić kilka zdjęć dla portalu, spotkałyśmy właścicielkę sklepiku. Było to naprawdę szczęście, gdyż Pani Kasia rzadko bywa w Bielsku, a kto jak nie ona najlepiej opowiedziałby o tym miejscu.

Katarzyna Bylok – urodzona w Bielsku-Białej, ma 39 lat. Mieszkała w Australii przez 22 lata. Ukończyła szkołę teatralną, studia na wydziałach pracy socjalnej, filozofii i socjologii. Od 2003 roku mieszka w Europie. W Australii i w Polsce zajmowała się filmem, teatrem i fotografią. Lubi testować swoją kreatywność po przez fotografię, rękodzieło, scenografię, grafikę i pracę naukową. Od 2005 roku mieszka w Wielkiej Brytanii, Newcastle-upon-Tyne, gdzie poza prowadzeniem kolektywy artystycznej, pisze doktorat na wydziale socjologii w Newcastle University. Jest także kuratorem sztuki nowoczesnej w galeriach w Newcastle oraz organizatorem festiwali sztuki. Przynajmniej raz w roku spędza minimum 2 miesiące podróżując po świecie. Na co dzień dzieli swój czas pomiędzy domem w Newcastle, a gospodarstwem w górach szkockich, które dzieli z kominiarzem.


Jak powstała idea otwarcia tego rodzaju sklepu?
Posiadam już tego typu sklep w Anglii, ten w Bielsku więc jest rozszerzeniem działalności na terenie Polski. Pochodzę z Bielska-Białej i mam świadomość, że nie ma tu sklepu tego rodzaju, więc chciałam to zmienić. Tak naprawdę dzięki niemu, ludzie mogą zapoznać się z towarami, z którymi na co dzień nie mają styczności, gdyż wszystkie towary w moim sklepie są unikalne i w Polsce dostępne jedynie w tym miejscu.
Jednak pośród ludzi, przemieszczających się ulicami Bielska, nie widać zbytnio tych, którzy preferują tak unikalny sposób ubierania się.
Podejrzewam, że dzieje się tak, ponieważ nie ma dostępu do tego rodzaju towarów w Bielsku. Najbliższe sklepy, które są hurtowniami bezpośrednio sprowadzającymi z Indii, są w Krakowie i Katowicach. Jednak nie znalazłam tam nic dogodnego, co nadawało by się do asortymentu mojego sklepu.

Stworzenie tego sklepu ma związek z jakąś religią, ideologią przez Panią wyznawaną?
Jestem socjologiem religii. Na studiach magisterskich robiłam specjalizację z buddyzmu i Islamu. Studiowałam także hinduizm, filozofię wschodu. Teraz kończę doktorat w Anglii na temat Radia Maryja (śmiech).
Ciekawy temat (śmiech). To może uściślijmy, tzn. jest Pani zwolenniczką, czy też przeciwniczką wspomnianego radia?
Opisuję zjawiska (śmiech).
Nie wartościuje Pani?
W pracy naukowej nie wartościuje się, jednak można posiadać opinię prywatną.
Rozwija się Pani naukowo, więc tak naprawdę po co ten sklep?
Po czterech latach doktoratu potrzebowałam z powrotem powrócić do normalności. Doktorat jest bardzo izolującą rzeczą. Takie orientalne sklepy zawsze mnie fascynowały. W takich bywam najczęściej, gdziekolwiek na świecie się znajduję.
Czyli jest to Pani pasja, a nie sposób na zarabianie pieniędzy?
Dokładnie. Nie mam tu jeszcze wszystkich towarów, które zamierzam mieć w przyszłości. Myślę, że powoli uda mi się wszystko skompletować. Rynek polski nie jest jeszcze przyzwyczajony do większości z tych towarów, które np.: w Australii, w takich sklepach, znajdują się na co dzień. Sklepy indyjskie w Polsce mają trochę inny wymiar. Istnieje bowiem przekonanie, że polski rynek przyjmie tylko pewne spectrum towarów i nie można po za te spectrum wyjść. Jest to błędnie myślenie, gdyż jeśli nigdy nie zaoferujemy klientowi możliwości wyjścia po za określone ramy, to jak on może zadecydować o sobie. Wychodzę z tego założenia, że jeśli towar jest dostępny, to klientela sama się wykreuje.
Czym się różni polski klient od klientów w innych krajach?
W innych krajach klienci są do tego typu towaru przyzwyczajeni. Na alternatywnym rynku w Anglii klienci charakteryzują się zupełnie inną swobodą. W Polsce swoboda jest ograniczona tym, co dyktuje moda. W Anglii występuje większa samoakceptacja wizerunku. Natomiast w Polsce ten aspekt dotyka niewielkiej grupy ludzi.
Wynika z tego, że angielscy klienci są bardziej otwarci i tolerancyjni na wpływy innych kultur.
Anglicy są społecznością o dużej świadomości kulturowej. W Polsce jest zupełnie odwrotnie. Nasz kraj charakteryzuje się najmniejszą liczbą mniejszości kulturowych i religijnych w całej UE.
To co różni, ale w sposób piękny, takie małe sklepiki jak Pani, to indywidualne podejście do każdego klienta, ruchomy czas godzin pracy. To wszystko powoduje, że powraca się do takiego miejsca, nieco oderwanego od świątyń konsumpcji.
Niewątpliwie, takie miejsca mają swój magiczny klimat. Można tu wpaść na pogawędkę, przysiąść, wypić kawę ze sprzedawcą.
W sklepach sieciowych istnieje tendencja ubierania się pracowników w odzież z danego sklepu, po to, żeby zwiększyć sprzedaż asortymentu i wiarygodność. Można nawet stwierdzić, że taki pracownik sprzedaje całym sobą markę danego sklepu. Pani charakterystyczny wizerunek nie jest wykreowany na potrzeby sklepu, w celu zwiększenia sprzedaży?
Nie. Wyglądam tak na co dzień (śmiech). Ludzie chyba boją się czegoś nowego. Zupełnie niepotrzebnie.
Boją się wytknięcia palcami. W końcu jesteśmy odbierani jako smutny, zatroskany naród.
Dokładnie. Do mojego sklepu przychodzi wiele osób, które chciałyby kupić intrygujące rzeczy, począwszy od biżuterii, a skończywszy na ubraniach, ale często tego nie robią głównie przez ograniczenia kulturowe, wiekowe ‘co ludzie powiedzą, bo to nie wypada w moim wieku’ etc. Pomimo pozornej otwartości konserwatyzm kulturowy jest mocno zakorzeniony w społeczeństwie polskim. Polska się powoli zmienia, ale potrzeba na to więcej czasu.
W jaki sposób stara się Pani przedstawiać swój sprzeciw wobec niewolniczej pracy?
Mój sklep funkcjonuje w ramach Fair Trade. Prawie wszystkie towary, które mam w sklepie są z Fair Trade, z którą współpracujemy. Polega to na tym, że dana firma zatrudniając pracowników daje im pełną ochronę socjalną i nie propaguje niewolniczej pracy. W Polsce nie ma jeszcze niestety świadomej konsumpcji. W moim sklepie nie ma towarów, które były by robione niewolniczą pracą.
Na pierwszy rzut oka, niektórym ten sklep może skojarzyć się z typową ręczną robótką.
Mam nadzieję, że nie. Chińskie wyroby to ciekawy problem, bowiem dlaczego coś kosztuje tylko 4 zł?
Klient zazwyczaj nie myśli o całym procesie produkcji, lecz sugeruje się niską ceną.
Tak, człowiek myśli głównie o tym, żeby kupić taniej. Przez to, że rynek jest „zalany” tanimi, chińskimi rzeczami, a świadomość konsumpcyjna jest bardzo niska - nikt nie zastanawia się nad tym, jaka „krwawica” dzieci, kobiet, mężczyzn, starców jest w tych towarach.
Jednak w Polsce chińskie sklepy cieszą się dużą popularnością i powodzeniem.
Niestety, takie są polskie realia. Warto czasami pokusić się o refleksję i uświadomić sobie ile w każdej takiej chińskiej lub indyjskiej rzeczy, która nie jest Fair Trade, znajduje się potu, łez, wyzysku. To jest ludzka tragedia, z której powinniśmy sobie zdawać sprawę. Problem jest nawet z hurtowniami. Kiedy pytam czy dane wyroby są Fair Trade i czy posiadają certyfikaty, to zazwyczaj uzyskuję odpowiedź, że te rzeczy są z Indii i brak jakichkolwiek szczegółów. Wtedy nie decyduję się na współpracę z takimi hurtowniami. Skutkiem tego często jest to, że rzeczy w moim sklepie są nieco droższe, ale mam przynajmniej poczucie, że nie popieram niewolniczej pracy.
Ciekawą alternatywą, mającą na celu zwiększenie świadomej konsumpcji i sprawiedliwego handlu jest międzynarodowy portal internetowy www.kiva.org, za którego pomocą można udzielać pożyczek zwrotnych dla zwykłych ludzi, jak i biedniejszych firm. To niewątpliwy ratunek dla przedsiębiorców, którzy nie nadążają za wymaganiami globalnego rynku i możliwość niesienia pomocy przez zwykłych obywateli z każdego kraju.
Te rozwiązania też są stosowane w krajach trzeciego świata. Są to pożyczki udzielane przez ludzi prywatnych - dla ludzi prywatnych. Na tym właśnie społeczeństwo powinno się budować. Społeczeństwo musi być świadome, że jeśli kupimy tańszy produkt, to pomimo naszych, personalnych korzyści, ma to negatywny oddźwięk gdzie indziej. Panuje opinia, że Polska jest biedna, ale wydaje mi się, że nie na tyle, żeby sobie na takie rzeczy pozwalać.
Tym bardziej, że to wszystko chyba nie wynika z obojętności, a z nieświadomości.
Zastanówmy się jednak z czego ta nieświadomość wynika. Patrząc na nasze społeczeństwo, wyraźnie widać, że ludzie po za własną wygodą praktycznie niczym się nie interesują. Obchodzą ich wyłącznie sprawy konsumpcyjne, które w jakiś sposób mogą poprawić im byt. Nie patrzą w innym kierunku, nie mają wielu zainteresowań.
Z czego to wynika?
W Polsce mamy społeczeństwo konsumpcyjne, które jest w miarę młode. W tym sensie, że konsumpcja jest w naszym kraju w zasadzie dopiero od 20 lat. To rynek, który został sztucznie wykreowany, był głodny towarów, nie zdając sobie sprawy z tego, że tak naprawdę siła rynku leży w kupującym, a nie w dostawcy. W momencie, gdy zaczniemy wydawać nasze pieniądze w świadomy sposób, wtedy ten rynek zacznie się zmieniać.
Jest w tym wszystkim pewna sprzeczność. Mówimy o konsumpcji, a z drugiej strony o ciągłym braku środków finansowych. Tworzą się nowe potrzeby i siłą rzeczy, pomimo pozornego braku pieniędzy kupujemy coraz więcej. Co Pani myśli o tym, by w ramach przeciwstawienia się globalizacji skoncentrować się bardziej na lokalności – na glokalizacji?
Przede wszystkim musi być balans, wyważenie lokalnego społeczeństwa i otwarcie się na inność. Społeczeństwo, które jest hermetyczne, nie będzie się rozwijać.
Wszystko się zhomogenizowało w procesie globalizacji?
Nie można całej winy zrzucać na globalizację. Ona otworzyła nam oczy, ale też nas spłyciła. To, co znajduje się w tym sklepie jest w pewnym sensie skutkiem globalizacji. Widnieją tu bowiem rzeczy z każdego rejonu świata. Można stwierdzić, że jest to zarówno część kolonializmu, jak i globalizacji. W jakimś stopniu taki sklep pełni przez to rolę instytucji edukacyjnej, swoistego okna na świat innych kultur i niekiedy adaptacji ich wyrobów do konsumenta.
Przez częste podróże jest Pani kobietą wielokulturową. Co z tożsamością?
Jestem obywatelem świata - tak jak wszyscy. Nie umiem jednoznacznie określić swojej tożsamości narodowej. Pojecie przynależności do narodu jest sztuczną konstrukcją, która tak naprawdę w pełni pojawiła się dość niedawno. Ramki limitują, zamykają w sztucznych schematach, zamykają nas na nowe możliwości.
Dziękujemy za rozmowę.
Dziękuję i oczywiście zapraszam do sklepu.
Lakshmi
ul. Cyniarska 13
Lokal 10 (w przyziemiu)
tel: (33) 810-1323

Opracowały: Katarzyna Handzlik, Aneta Biesok
- - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Chcesz na bieżąco znać kalendarz imprez i wydarzeń kulturalnych z powiatów: Bielsko-Biała, Pszczyna, Żywiec, Cieszyn?
Dopisz się do czwartkowego newslettera: Co ciekawego na ten tydzień