„Żyda” napisał mieszkający w Bielsku-Białej dramaturg i dziennikarz Artur Pałyga, a wyreżyserował dyrektor Teatru Polskiego Robert Talarczyk. Premiera tego dramatu odbyła się w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej w 2008 roku i po dzień dzisiejszy jest on wystawiany na deskach bielskiego teatru. To kolejny sukces Pałygi po „Testamencie Teodora Sixta”. Ze względu na istotną tematykę był to w poprzednim sezonie teatralnym jeden z tych spektakli, które wzbudzają żywe dyskusje.
Przewrotnie, inaczej niż sugeruje tytuł, ten spektakl jest o Polakach. Na próżno szukać w nim sylwetki Żyda, jest o nim jedynie mowa. Sztuka przedstawia historię polskiego miasteczka, a dokładnie grono pedagogiczne jednej z tamtejszych, podupadających finansowo szkół, które przygotowuje się do przyjazdu Żyda. Nie jest podana nazwa miasta, w którym rozgrywa się akcja. Przesłanie jest więc uniwersalne, można je odnieść do każdego polskiego miasta.
.jpg)
Sceny rozgrywają się w sali gimnastycznej, wybucha dyskusja między pedagogami, w której wychodzą na jaw stereotypy i uprzedzenia, sposób myślenia wobec Żydów oraz brak dostatecznej wiedzy na temat tego narodu. Pozornie wydaje się, że tak wiele wiemy o Żydach, intryguje nas żydowska muzyka, ze wzruszeniem zwiedzamy żydowski Kazimierz. Wszystko to jest jednak powierzchowne. Używamy nazbyt mechanicznie słowa Żyd i prawie zawsze w negatywnym kontekście. Tak jak nauczyciele, bohaterowie spektaklu, mamy dość sceptyczne podejście do tej nacji. Sztuka rewelacyjnie przedstawia jak dawne, niejednokrotnie niezbyt dobre stosunki polsko-żydowskie przekładają się na czasy współczesne. Spektakl ten jest pełen paradoksów, początkowo śmieszy, przypomina farsę, lecz później zmusza do przemyśleń. Najbardziej wymowne jest samo zakończenie spektaklu, po dzwonku, po przerwie miało się odbyć głosowanie w sprawie przyjazdu Żyda. Każdy mógł indywidualnie opowiedzieć się po danej stronie. Może dobrze, że nie było sądy publicznej…
Sztuka dotyka czułego punktu Polaków, ukazuje wady narodowe, naszą zaściankowość, pozorną elokwencję, zbytnie kierowanie się stereotypami bez chęci dochodzenia prawdy. Przedstawia także upadek szkolnictwa, a w zasadzie władz, które nim kierują. Każda prawda boli, dlatego to, jak ten spektakl zostanie odebrany, zależy od indywidualnych przekonań i pewnej dozy dystansu wobec siebie. Może w tym spektaklu zbytnio uogólniono i negatywnie przedstawiono postawę Polaków wobec Żydów, zredukowano wszystkich do obojętnych antysemitów. Czasem warto użyć zbyt jaskrawych środków, pewne kwestie wyolbrzymić, po to by zwrócić uwagę na dany problem i pokusić się o refleksję. Niektórych ludzi, tak radykalne przedstawienie Polaków może obrazić, wręcz zbulwersować, ważny jest jednak dystans do swojej osoby i świadomość tego, co było.
W przestawieniu zagrali: Jadwiga Grygierczyk (Polonistka), Kazimierz Czapla (Dyrektor), Katarzyna Skrzypek (Anglistka), Grzegorz Sikora (Wuefista), Tomasz Lorek (Ksiądz). Pałyga stworzył świetne portrety nauczycieli. Dyrektor został przedstawiony jako człowiek niezbyt inteligentny, kierujący się głownie własnym interesem, polonistka jako ironistka, mająca jednak najwięcej wiedzy na temat kwestii polsko-żydowskiej, anglistka i wuefista jako młodzi antysemici. Natomiast ksiądz jako współczesny przykład dewoty. Moją uwagę przykuła w sposób szczególny fenomenalna gra Jadwigi Grygierczyk i Kazimierza Czapli. Aktorzy ci mają na swym koncie wiele znakomitych kreacji teatralnych, więc obsadzenie właśnie ich w głównych rolach uważam za jak najbardziej trafiony pomysł. Cenię ich za to, że do każdej roli wnoszą coś nowego, nie grają z jedną i tą sama manierą, zachowują swoją indywidualność.
Scenografia spektaklu była dosyć uboga. Na scenie było parę ławek, krzesło, podłoga wyłożona czarną folią. Na ścianach widniały portrety, prawdopodobnie absolwentów szkoły. To wszystko stworzyło atmosferę nostalgii, pozwoliło skoncentrować się na przesłaniu, a nie na barwnych rekwizytach. Kostiumy aktorów były skromne, po prostu zwyczajne, może trochę nieprzemyślane.

Muzyka towarzysząca przedstawieniu oddawała charakter, nie przyćmiewała dysputy, była stosownym tłem dla spektaklu. Poszczególne lekcje przerywał dźwięk szkolnego dzwonka. Język spektaklu można podzielić na dwie fazy. Na początku żywy i barwny, głównie opierający się na dialogach, później jednak zastąpiony szeregiem monologów. Miałam wrażenie, że sztuka z dramatu przeistoczyła się w publicystykę. Moim zdaniem wprowadziło to lekki chaos w odbiorze spektaklu.
Wyjątkowe są reakcje widzów na spektakl. Po zakończeniu sztuki ludzie nie zaczęli, jak to zwykle bywa, szybko się rozpraszać. Dłuższą chwilę pozostali na swoich miejscach i dumali. Widać było, że rozmyślają na tym, co przed chwilą rozegrało się na scenie. Na szczęście nie przeszli obojętnie obok tematu.
Każdy szuka czegoś innego w teatrze. Jedni rozrywki, drudzy silnego wzruszenia. Dla mnie ważne jest, aby przedstawienie wymusiło we mnie refleksję, dotykało problemów, których boimy bądź wstydzimy się poruszać. Po obejrzeniu „Żyda” mogę śmiało powiedzieć, że jestem usatysfakcjonowana. Ten spektakl prowokuje do dyskusji. I żyje w nas długo po zgaszeniu świateł…
Polecam!!!
Katarzyna Handzlik
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Chcesz na bieżąco znać kalendarz imprez i wydarzeń kulturalnych z powiatów: Bielsko-Biała, Pszczyna, Żywiec, Cieszyn?
Dopisz się do czwartkowego newslettera: Czwartkowy newsletter BB365 >>