Jest kilka minut po drugiej. Tarnów. Klub Walstreet Bull. Skończyły się koncerty. Najpierw MeriDialu, potem Fokus. Wcześniej jeszcze kilka lokalnych składów. Jednak publiczność zgromadzona w lokalu jest nadal pełna energii. Fokus rzuca do WBK krótkie "Spotkamy się w hotelu" i wychodzi. Chłopaki z zespołu wsiadają do samochodu, jutro sobota. Każdy z nich pracuje. Przyjechali tylko na kilka godzin zagrać koncert. WBK patrzy na zegarek w telefonie komórkowym, potem na parkiet. "To będzie długa noc" - myśli i włącza najnowszy hit. Ludzie bawią się świetnie. Podchodzą do niego, proszą o konkretne kawałki. DJ cierpliwie spełnia ich życzenia. Podchodzą jednak też tacy, którzy nie są uprzejmi. Kilku z nich zapewne zostanie dziś wyrzuconych przez ochroniarzy. Michał dobrze takich zna. Nie wszystkie prośby da się spełnić. Trzeba mieć swój określony styl. "DJ to nie jest szafa grająca" - odpowiada kolejnej osobie.
Kilka minut po piątej. WBK pakuje sprzęty: dwie ciężkie walizki, a ręce nie chcą już dźwigać ciężarów. Wychodzi z klubu, gdy światła są już włączone, a ekipa sprząta kufle i zamiata podłogę. Wsiada do taksówki i jedzie do hotelu, w którym dziś śpią. Wchodzi cicho, żeby nie obudzić współlokatora. Fokus jednak po takim koncercie śpi jak zabity. Kładzie się do łóżka. Jeszcze tylko SMS do dziewczyny...
4 godziny później zwleka się na śniadanie. Żołądek po kilku drinkach wczoraj pracuje opornie. Kawa. Papierosy. O 14 mają kolejny pociąg. "Do Stalowej Woli, proszę" - mówi przy kasie biletowej. W pociągu okazuje się, że dostał zły bilet. Kolejne złotówki i kolejne minuty uciekają na wymianie na właściwy. Do celu docierają kilka minut przed otwarciem klubu. DJ WBK śpieszy się, by rozłożyć sprzęt, po czym decyduje się na "kolację" w pizzerii obok klubu. Trwa to kilkanaście minut, bo ludzie stojący pod klubem już domagają się muzyki...
Około godziny drugiej w nocy. Tym razem udało się wyrwać z klubu trochę wcześniej. Hot-dogi na stacji kolejowej i jakieś 20 minut opóźnienia pociągu. Od Katowic dzieli ich jakieś 7 godzin i dwie przesiadki. Przesiadki z prawie zamkniętymi oczami. Michał żartuje, że opracował już system spania w pociągu w prawie każdej pozycji. Nie przeszkadza hałas i niewygodne siedzenia. W Katowicach żegna się z Fokusem, za tydzień znów się spotkają. W innym mieście. W innym klubie. Od domu dzielą go jeszcze dwie trasy - pociągiem do Bielska i autobusem do Chybia - miasteczka w którym mieszka.
Jednak, gdy proszę Michała, aby opowiedział o wadach długich tras koncertowych, mówi, że śpi się mało, odżywia się niezdrowo, ludzie potrafią być uciążliwi, ale "jest dobrze". I to mówi wiele o tym chłopaku. DJ WBK nazywany przez znajomych po prostu Michasiem, narzeka rzadko. Posiada też wewnętrzny spokój i potrafi tym zarazić.
WBK, a prywatnie Michał Babij ma 24 lata i około 150 zagranych imprez i koncertów. Koncertów w każdym regionie Polski. Od 2004 jest DJ'em zespołu MeriDialu (jego skrecze można usłyszeć na płytach "Znowu to samo" i na "Dekadzie", gdzie współpracował razem z DJ BDJ - znanym z pracy z Paktofoniką i Pokahontaz), a od 2007 gra imprezy z Fokusem - raperem z czołówki polskiego rapu. Ciągle w trasie. Na wywiad umówiliśmy się w Zakopanem.

"Najlepiej gra mi się na Śląsku."
Aneta Błażejczyk: Oprócz koncertów granych wspólnie z MeriDialu jesteś także DJ'em Fokusa. Opowiedz jak doszło do tej współpracy i jak się układa.
Michał Babij (WBKDJ): Wiesz co, no z Wojtkiem poznaliśmy się na którymś koncercie w 2006 roku w Bielsku, bodajże był to koncert Pokahontaz. W pewnym momencie Wojtek potrzebował DJ’a Ja wracałem z pobytu na rocznej emigracji. Wysłał mejla do Piotrka (Staf jr – przyp. red.) z zapytaniem, czy nie mógłbym z nim zagrać imprezy w Bielsku, bo gra wtedy koncert. No zgodziłem się oczywiście, jak najbardziej była to dla mnie ciekawa propozycja. Zagraliśmy ten koncert, wypadło sądzę fajnie. Wojtkowi się podobało, mnie tym bardziej. Jakoś się ta współpraca potoczyła dalej, od koncertu do koncertu. No i tak jakoś już jeździmy. Staramy się ogarniać to jego zaplecze muzyczne, ja ogarniam gramofony, jak sądzę jest fajnie.
A.B.: Wiadomo, że każda impreza jest inna. Odwiedziłeś już chyba wszystkie regiony w Polsce. Wobec tego na pewno jesteś w stanie powiedzieć, w którym mieście ludzie bawią się najlepiej?
A.B.: Oprócz koncertów, zwykle prowadzisz także tzw. Afterparty trwające często nawet przez całą noc. Opowiedz o takich ciemnych stronach bycia DJ’em: o długich godzinach w podróży, o zmęczeniu…
WBKDJ: To są dwie strony medalu. Wszystko ma swoje plusy i minusy. To też jest inaczej, jak jest udana impreza, grałaś fajny before party, koncert się udał, nic nie padło ze sprzętem, wszystko było O.K. i grasz afterparty do czwartej rano, gdy się ludzie bawią. W momencie się składasz, pociąg jest o piątej rano. Każdy ma fajny humor, jest fajna atmosfera, bo był udany koncert. Czasami jak jest nieudany koncert czy coś… i w zasadzie ludzie wychodzą do domu o 1, po koncercie… Różnie to jest, ja łączę to z tym, że to jest fajny element, te wszystkie powroty, te pociągi… Wstajesz, mówisz „Chodźmy na pączka”, zjemy tego pączka, czy jakieś tam śniadanie, znowu do pociągu, jakiś tam przedział. I znowu, w Polskę. Fajnie, na ogół śpię, to już nie mówię, nie wnikam… Zasypiasz w Szczecinie, budzisz się we Wrocławiu, zasypiasz znowu, budzisz się w Katowicach. Ale zależy od imprezy. Wyznacznikiem jest też to hmm… na ile sobie pozwolę wypić podczas tego afterparty. No i na ile te osoby, które będą podchodziły i prosiły o jakieś kawałki, będą stawiały alkoholu. Jest też to męczące. Na początku było fajnie, jak podbijały do ciebie osoby pewne i mówiły, że fajna muzyka, fajnie grasz, fajne skrecze, pytały „czy masz jakiś tam kawałek?” Starasz się tam robić tę swoją robotę, a co pół minuty, czy co minutę zaczepia cię jakaś osoba, mówisz „zaraz pogadamy” albo akurat nie mam tego, czy tego… Jest to męczące, ale jest to też fajne. Ale na pewno zrobię sobie koszulkę „DJ to nie jest szafa grająca” i to będę uskuteczniał na koncertach cały czas.
A.B.: Powiedziałeś „robić tę swoją robotę”. To znaczy, że traktujesz to jako pracę, czy jako hobby?
WBKDJ: Zdecydowanie jako hobby, ale no powiedzmy, że jak się skupiasz na czymś, to jest jakaś praca, którą musisz wykonać, jakby nie było. Ja to tak nazwałem, typowo z tego względu, że no muszę zrobić tam swoje. Nie mogę sobie pozwolić na to, że zostawiam to, wyjdę sobie, muzyka przestanie grać, mam to w przysłowiowych czterech literach, bo przy barku sobie chleję. Za chwilę wrócę, puszczę jakiś kawałek. W ogóle to musi mieć ręce i nogi, musi być zgrane, wiesz, ludziom musi się podobać. W końcu jak ludzie wpadają na koncert, płacą za to jakieś pieniądze, to też chcą otrzymać jakąś dawkę profesjonalizmu. Z mojej strony jakoś też trzeba o to zadbać, to jest oczywiste.
A.B.: Może zdradzisz nam jaki jest przepis na dobrą imprezę?
WBKDJ: Wiesz co, ja Ci powiem, że mój przepis jest taki, Anetko, i tu się trochę przyznam szczerze. Grałem dużo afterparty na przykład trzeźwo i jakby mój sposób integracji jest taki, że ja muszę być po tych dwóch, trzech piwkach… żeby się integrować z tymi osobami, które są na parkiecie, trafiać przede wszystkim w gusta ludzi.
A.B.: Trafiać w gusta ludzi, to znaczy grać komercyjne kawałki?
WBKDJ: Nie, nie. Z tymi komercyjnymi kawałkami to zależy od ludzi na jakich trafiasz. Powiedzmy, że zaczynasz od komercji, od tych znanych kawałków, żeby ściągnąć tych ludzi na parkiet, te wszystkie dziewczyny, które chcą się bawić, bo na przykład to znają i to one pierwsze wpadają na parkiet. Ale już później możesz popłynąć z brzmieniami, coś tam powoli w inne klimaty, najważniejsze, żeby oni to cały czas łapali, cały czas się dobrze bawili. Przechodzisz w inny rodzaj muzyki, którego na co dzień nie słuchają, ale im się to podoba, bo dobrze się bawią, bo mają fajny humor, fajnie się to wszystko zgrywa. I ciągniesz to, taki mixtape. Starasz się, żeby ich trzymać na parkiecie, żeby tylko dochodzili, a nie schodzili i tak się bawili do czwartej rano.
A.B.: Powiedz, kto w tej branży jest dla Ciebie autorytetem? Na pewno masz swoich ulubionych DJ’ów.
WBKDJ: No wiesz, to chyba jak każdy DJ. Nie będę się powtarzał. Jest dużo DJ’ów, niektórzy mają takie zadanie bardziej koncertowe np. DJ Revolution, DJ Babu, DJ Cut Chemist, DJ Numark, którzy są za plecami MC, którzy uzupełniają go, a on ich. Są też tacy jak Klever, Qbert, Scratch Pervers, którzy siedzą tylko nad adapterami 12 godzin na dobę, szlifują technikę i startują na zawodach. To też jakoś tam trzeba rozgraniczyć. Z każdego gatunku są jakieś tam osoby, które ciągle poznaję… Np. ostatnio w Polsce… wpadło mi w ręce demo – Smarki. DJ się nazywał… kurczę… wypadło mi z głowy. W każdym razie pierwszy raz słyszałem tego gościa. Myślę „zajebista technika, zajebiście mi siada. Jak on się nazywa?” Zacząłem drążyć ten temat. Ale dla mnie przede wszystkim DJ Premier, to osoba, która jest także producentem, a jednocześnie jest DJ’em. On zrobi kawałek i od razu jest klasyką dla mnie, nie można tego inaczej nazwać. Jak ze wszystkim, słuchasz tego, co lubisz, co cię kręci akurat w muzyce najbardziej i co ci się podoba. Są osoby, które słuchają oldschoolu, są takie, które lubią jakieś nowe „połamańce”, są ludzie, którzy są ciągle w latach 95/96. To już można rozgraniczyć, każdy czegoś szuka w tej muzyce.
A.B.: Jeśli jesteśmy już przy ulubionych DJ’ach (wymieniłeś DJ’a Revolution, DJ Babu itd.), to powiedz, jakie masz zwyczaje: próbujesz się na nich wzorować?
WBKDJ: Wiesz co, może nie tyle wzorować, co czerpać. Można coś czerpać, a jednocześnie jakoś to rozbudowując tworzyć jakiś swój styl. Przede wszystkim styl. Jak masz swój styl, no i starasz się nie kopiować, nie powielać… tylko czerpiesz ze źródeł jak np. w graffiti są wpływy różnych regionów świata. Przede wszystkim, żeby nie zżynać: „on zrobił tak, ja zrobię tak samo i będzie zajebiście”. Szukać czegoś fajnego. Kserujesz coś, to jedyne co jesteś w stanie, to dobrze skserować i zrobić to tak samo dobrze, ale to nie jest twoje, nie daje ci to satysfakcji. Przede wszystkim trzeba szukać, jakiejś inspiracji w tej muzyce, później starać się to przełożyć na swój tok rozumowania. Tak przynajmniej staram się to robić.

A.B.: Zejdźmy na chwilę z tematów muzycznych. Wspomniałeś o graffiti, wiem, że kiedyś zajmowałeś się także tą dziedziną kultury hip-hop.
WBKDJ: U mnie tak to się zaczęło. Ta sama kultura. W podstawówce dostałem pierwsze kasety, które przejął kolega od starszego, który studiował w Toruniu i miał styczność z tą muzyką w latach 95/96. To było raczej niespotykane, tym bardziej, że byłem małolatem, to była chyba 5 czy 6 klasa podstawówki, słuchałem wtedy Perfectu i U2, czy jakieś takie rzeczy, wiesz, to co słuchali wtedy wszyscy wokoło. Z tymi pierwszymi kasetami pojawiła się jakaś tam „zajawka” na tę muzykę. Jakieś tam pierwsze „Ślizgi” pamiętam, jeszcze z takim dziwnym logo, tam zobaczyłem graffiti. To chyba była pierwsza moja styczność z graffiti, właśnie w tym magazynie. Pomyślałem „ja pierdolę, jakie zajebiste”. Wcześniej rysowałem komiksy, jako małolat, bo interesowałem się tym, zbierałem komiksy. Fajny sposób wyrażania siebie. Masz ksywkę, potrafisz ją fajnie ubrać stylowo. Zaczęło się. Wieczorki nad kartką. Każdy wieczorek po szkole do domu, wstał rano, poszedł do szkoły. Narysować coś, pochwalić się, tak to napędzało. Ktoś przychodził do domu, grał na komputerze. Na drugi dzień pokazujesz to innym, a oni mówią „dojebane, mogę to wziąć?” Miałem sytuację, siedziałem z typem w jednej ławce, w technikum. Wpadłem kiedyś do niego po szkole, to była trzecia czy czwarta klasa. Patrzę, a tam na ścianie, nie wiem, miała może 2,5 metra na 2… miał wszystkie moje prace. Zawsze rysowałem na kartce z zeszytu, A5. Zbierał to dwa lata. Dla mnie szok, bo nie wiedziałem nawet, gdzie jest większość tych prac, a tu nagle wchodzę, a wszystko jest w jednym miejscu. Mogę sobie datami zobaczyć. Było rozwinięcie stylu, zaczęło się od takich literek, a skończyło się na takich. Później przyszły adaptery, dostałem mixtape na imprezie w Cieszynie, to był Deszczu Strugi. No i tak za bardzo wtedy nie wiedziałem, że DJ to jest DJ. Ale uderzyło mnie to, że on w tym mixtapie fajnie to jakoś klimatycznie zmiksował, że nie wiedziałem, kiedy kończy się jeden kawałek, a kiedy zaczyna drugi. Tak mnie to zainteresowało, że tak można popłynąć z tematem. Byłem grafficiarzem, malowałem, słuchałem tej muzyki. To się wiąże z tym, że nie można robić dwóch rzeczy jednocześnie. W momencie kiedy większość moich funduszy poszło na zbieranie na sprzęt, nie mogłem już wydawać na puszki. W tym momencie poszło to raczej w grafikę komputerową. Żeby dzięki temu zarobić pieniądze na sprzęt. A teraz chciałbym to jakoś powiązać, bo wierzę, że można pracować robiąc sobie grafikę przez parę godzin dziennie. Wierzę, że po godzinach można robić muzykę. Wierzę, że można by te dwie rzeczy łączyć na fajnej stopie: tu powiedzmy na zawodowej, tu na hobbystycznej. I z tym, i z tym chciałbym mieć dalej wiele wspólnego.
A.B.: Wspomniałeś o Deszczu Strugi… Czy to znaczy, że w Polsce także można robić dobrą muzykę?
WBKDJ: Pewnie. Jest bardzo dużo znakomitych DJ’ów. Mamy Krime’a, który jest naprawdę gościem wszechstronnie uzdolnionym muzycznie. Sama perkusja i on, to już jest coś fajnego. I są osoby spoza kręgu hip-hopowego, które przychodzą na jego koncerty i im się podoba. To jest osoba, która dotarła już do innego grona ludzi. Tak jak np. Fisz, który też zaczynał od hip-hopu. Masa, masa… Jest np. Trackmajster, Taśmy Trzaski z Krakowa, Metal Cut, Falcon… DJ od Gurala – Hen, który istnieje na scenie turntabilistycznej, wygrywa bitwy. Co ostatnio… DJ Tkaczu, młody reprezentant sceny, 18 lat w tym roku. Gość ma 18 lat i już powoli rozwala Europę, można powiedzieć. Będzie miał 20 lat, będzie jeździł na zawody międzynarodowe, będzie reprezentował Polskę. Fajnie. Są ludzie, którzy dalej chcą to robić i potrafią to robić. Bo dla mnie… jeśli chodzi o polski hip-hop, to ja nie odnajduję już w nim tego, co było w latach 98/99. Wiesz, przede wszystkim wychodzą inne płyty. Tych raperów, których od zawsze słuchamy od lat 98/99 wychodzą już bardziej dojrzałe. Oczywiście, że nie mamy tego, co na początku. Ale było wtedy więcej takiego podziemia, które dla mnie przynajmniej było inne. Bo teraz jak słucham tych płyt z podziemia… większość produkcji to jest „pierdolić policję”, „jarać gibony”, propagowanie przemocy. Molesta miała na nowej płycie o tym kawałek. Wiesz, wszyscy uważają, że bycie gangster gwiazdą, mieć pitbulla i zajebistą dziewczynę, że takie rzeczy to jest podstawa rapu. Dla mnie tak nie jest. Dla mnie to jest muzyka, która pozwala pokazać innym jaki jesteś. Bo słucham płyty gościa, myślę, że mógłbym się z nim poznać, bo mam podobny tok rozumowania jak ta osoba. I wiedziałbym, że jakby nas zamknęli w jednym pokoju na imprezie, to bym nie stracił tej imprezy. Bo fajnie jest poznać jakąś osobę, nie znając jej, ale poznając ją jednocześnie przez jej muzykę. Jak potrafisz tę muzykę wykorzystać, pokazać siebie innym, a to się podoba, to czemu tego nie robić. A tym bardziej, że wpadają ludzie na koncerty, fajnie się bawią i to cię napędza jeszcze bardziej, żeby to robić.
A.B.: MeriDialu ma taki kawałek „Co masz zrobić jutro…”, ostatnio powstał do niego także klip. Chciałabym, żebyś dokończył to zdanie „Co mam zrobić jutro, zrobię…”
WBKDJ: Co mam zrobić jutro, zrobię dwa dni później, będę miał dwa dni wolnego (śmiech). Przede wszystkim to była moja koncepcja na ten kawałek. Chodziło o to, żebyśmy wreszcie zabrali się do roboty, żebyśmy sobie sami wygarnęli to w kawałku. „Weź się chłopie wreszcie do roboty i zrób to”, a nie tylko siedź na przysłowiowych czterech literach i zabieraj się za to tylko od czasu do czasu. Młody gdzieś tam w kawałku ma „niedaleka droga od weekendu do nałogu”. Coraz więcej czasu poświęcamy rzeczom mniej ważnym, zamiast się zebrać w czwórkę czy tam w piątkę, siąść w studio i zacząć to robić, a nie tylko gadać o tym. Nowe koncepcje powstają, zarysy kawałków, jest bit, ale zanim ktoś napisze, a tym bardziej zanim to nagra, to mija spory okres czasu, a tak naprawdę to powinno być kwestią paru dni.
A.B.: Nie ukrywam, że to pytanie zadałam przede wszystkim dlatego, że doszły do mnie informacje, że już od kilkunastu miesięcy zabierasz się do nagrania mixtapu. Powiedz, dlaczego to tak długo trwa?
WBKDJ: Wiesz co, z moim mixtapem i ogólnie z takimi rzeczami jest generalnie ciężko… Ja bym chciał, żebym to co wypuszczam mnie satysfakcjonowało. Nie chciałbym dawać czegoś, czego nie jestem w 100% pewny i co nie jest maksimum moich możliwości na obecny moment. Gdy słucham płyty „Materiał przeterminowany” (nielegal wydany przez MeriDialu - przyp. red.) cieszę się, że to zrobiłem i wiem, że to był mój max. Jestem z tego dumny i jak mi ktoś powie na to coś złego, to po mnie to spływa, bo ja się czuję pewny tego co tam zrobiłem. No na obecny moment jakby nie mam tego, co chciałbym osiągnąć, wyciągnąć z siebie. Robię coś, nie satysfakcjonuje mnie to, wyrzucam, robię to na nowo i nie mogę skończyć. I to jest takie wiesz, błędne koło. A z moim mixtapem jest też tak, że było tam parę kawałków, które zrobiłem, były fajne, ale zanim chłopaki się dograli, znowu się to zestarzało, znowu to poszło w kąt, ja bym to znowu zrobił inaczej… Po prostu muszę siąść, zamknąć się na 3 miesiące i po prostu to zrobić, wziąć się za siebie. Przede wszystkim wiążę to z moją walką z nałogami. Muszę starać się mniej imprezować. To tak jak mówiłem wcześniej o tym graffiti, chłopaki idą w piątek na imprezkę, ty zostajesz i nagrywasz kawałek, oni wstają z kacem, a ty wstajesz z nowym nagraniem. Puszczasz im, oni myślą „fajnie, kurczę, jednak mogłem inaczej spożytkować ten piątek”.
A.B.: Nie wydaje Ci się, że troszkę marnujesz swój talent?
WBKDJ: Tak, oczywiście. Ja to wiem. Pezet to miał tak fajnie ujęte „co mnie zaczęło, to mnie zabije”…
A.B.: „To co mnie zaczęło, teraz mnie wykończy”
WBKDJ: Tak. Np. ja tak miałem z używkami, które na początku otwierały wyobraźnię i pomagały tworzyć. Trzeba znaleźć ten złoty środek i wszystko mieć w równowadze. Z biegiem czasu, gdy popada się w nałogi, no to trzeba z nimi walczyć. Tym bardziej, gdy chce się coś robić. Żeby inne wartości nie miały większej wartości niż to, co chcesz robić.
A.B.: Jakieś słowo na koniec? Co byś powiedział młodym ludziom, którzy dopiero teraz zaczynają swoją karierę muzyczną?
WBKDJ: Przede wszystkim szukać własnego stylu. Trenować, trenować i jeszcze raz trenować. Czy jeśli chodzi o graffiti, czy jeśli chodzi o adaptery czy breakdance, czy o rymowanie. Podstawy są ciężkie, nie da się ich przeskoczyć. Trzeba jakieś podstawy sobie wyrobić i to jest najgorsze zawsze. I to widziałem i z rysowaniem, i z adapterami. Bo to jest taka malutka granica, nie potrafisz tego zrobić, męczysz się z tym, a nagle to zrobisz i myślisz „o kurczę, jednak to było takie proste, potrafię i daję z tym radę”. Znajdziesz sobie kiedyś coś innego, coś trudniejszego… zawsze można zrobić to lepiej i szybciej. Przede wszystkim ćwiczyć i szukać siebie. Starać się pokazać innym jak ty czujesz tę muzykę, jak ją odbierasz na swój sposób. Ona jest wszechstronna.
Tekst: Aneta Błażejczyk
Zdjęcia: Kuba Dobek i Konrad Kaczmarkiewicz
Inni wykonawcy prezentowani w cyklu Scena Południe:
Scena Południe: 3R Salam Sound System >>
Znasz fajną kapelę, młody zespół, samemu grasz lub tworzysz muzę?? To szansa na promo za free! Zapraszamy wszystkich muzyków i zespoły z regionu działania portalu (powiaty: bielski, żywiecki, pszczyński, cieszyński) do przysyłania informacji dotyczących twórczości na adres redakcji: portal@bb365.info. Puszczamy info o koncertach, demóweczkach, nowych klipach i prezentujemy dokonania - wystarczy trzymać kontakt.
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Weź udział w super konkursach BB365. Do wygrania bilety na koncerty, wejściówki na imprezy, rabaty i wiele czadowych niespodzianek. Zapoznaj się z konkursami na ten tydzień >>
Jeszcze nie korzystasz z przywilejów jakie przygotowaliśmy dla zapisanych do strefy VIP? Konkursy, nagrody, newsletter. Zobacz dlaczego warto i dopisz się do strefy VIP BB365 >>.